Narzędziowe domki

– Byłem studentem czwartek roku studiów prawniczych – opowiada pan Arek. – Trwała hossa programu Erasmus, więc skorzystałem z wymiany studenckiej jaką prowadził nasz Uniwersytet. Przewód decyzyjny potrwał kilka miesięcy, ale udało się i mogłem wybrać się na dłużej do Bukaresztu.

Pan Arek udał się własnym samochodem marki mercedes, dzięki któremu mógł być na miejscu w pełni mobilny. Pewnego razu jednak pojawiła się myśl.

– Zwiedziliśmy już w ciągu pierwszego kwartału Rumunię wzdłuż i wszerz. Ciekawości i chęci do życia nie brakowało nadal, więc za namową kolegów miejscowych postanowiliśmy wybrać się do Mołdawii.

Pan Arek wraz z gronem najlepszych przyjaciół wylądował w Kiszyniowie, tuż przed świętami. W pokojach hotelowych miejscowego budynku partii. Udzielał się bowiem w pewnej międzynarodówce.

– Nie chce obrazować dosłownie stanu mołdawskich dróg – mówi. – Musiał bym się z panem wybrać teraz do ubikacji, najlepiej w przydrożnej mołdawskiej knajpce, czyli ta gdzie muchy lecą.

Mercedes pana Arka prawie zgubił podwozie. Był potrzebny remont. Najlepiej w salonie firmowym.

– Podjechaliśmy kierowani przez miejscowych, prosto do salonu mercedesa. Stał na uboczu pewien domek narzędziowy. Ale poproszono nas by zaczekać parę chwil, bo idą święta, a obsługa salonu musi właśnie ubić świnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *