Domki całoroczne

Miejscowość Wilcza Wola. Rok 1986. Powstaje wielki sztuczny zalew, którego gwoździem programu jest tama ze specjalną śluzą, służącą do upuszczania nadmiaru wody z rzeki trafiającej do zalewu. Jak się wkrótce okazało, gwoździem do trumny.

Jest rok 1997. Powódź stulecia. Ma miejsce chwila uroczysta i test dla tamy, bowiem trzeba podnieść śluzy maksymalnie do góry – inaczej woda z zalewu zaleje domki całoroczne otaczające zalew. Próba nie udana. Śluzy podnoszą się zaledwie trochę.

Rok 2007. Siedzimy z miejscowymi w miejscowej pijalni piwa. Pytamy co się stało.

– Jak to co – mówi jeden z miejscowych. – Na szczęście przestało padać dokładnie w chwili gdy lustro wody osiągało już szczyt wałów. Brakło może pół metra.

Nie była to jedna odpowiedź na pytanie, które dotyczyło śluz tamy, przy których pracowali również miejscowi.

– Ja woziłem beton na tą tamę i śluzy – mówi jeden z miejscowych. – Ale trzeba było teściowej trochę betonu na taras, potem jeszcze do szwagra na parapety, u sąsiada wylewki i po betonie.

– Czyli kradło się – próbuje skonstatować.

– Jakie kradło się! – poprawiają mnie miejscowi chórem. – Brało się Panie! Brało!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *